Są w życiu sytuacje, gdy trudno jest kogoś pocieszyć i dać dobrą radę. Zdecydowanie łatwiej jest, szczególnie w obliczu sytuacji ostatecznych, gdy możemy odwołać się do Boga. Dla człowieka wierzącego życie ma mimo wszystko zupełnie inny wymiar i sens. I nigdy nie znika nadzieja.
Czym jest strapienie?
Chociaż "strapienie" brzmi tak bardzo staroświecko i niemodnie, chociaż wydaje się nie pasować do współczesności i chętnie nazywane jest "problemem", "nierozwiązaną kwestią", "przejściowymi trudnościami" czy "kryzysem", to jednak istnieje i ma się dobrze. Życie nikogo z nas nie jest wolne od utrapień. (…) Potrzebujemy pocieszenia. Stąd też Kościół uczy, że uczynkiem miłosierdzia jest "pocieszanie strapionych". Strapienia mogą być straszne i sprawić, że stracimy sprzed oczu sens życia. Cierpienie fizyczne lub duchowe, niedostatek, słabość, poczucie osamotnienia mogą szczelnie opatulić rzeczywistość szarością i beznadzieją. Co robimy, gdy widzimy kogoś strapionego? Zazwyczaj płochliwie odwracamy wzrok, starając się nie zauważać jego utrapień (lęk przed zaangażowaniem się, wejściem w czyjeś życie). Czasami jesteśmy zażenowani strapieniami innych, przychodzą bowiem nie w porę i psują nam nasz świetny humor. Najczęściej jednak chcielibyśmy coś dla tych ludzi zrobić. I wtedy staramy się coś pocieszającego powiedzieć. Często w stylu: "Będzie lepiej", "Nie martw się", "Odwagi!". Niektórzy próbują odwrócić uwagę strapionej osoby od źródła utrapienia, chcąc, aby o nim zapomniała. Podsuwają rozrywki - jakby środki znieczulające i pozwalające zapomnieć..., bywa, że ofiarowują skutecznie działające lekarstwo. Ale ono nie zawsze skutkuje. Strapienie nie przemija, człowiek cierpi, jak cierpiał. Nieraz słowa pocieszenia brzmią nieautentycznie, nienaturalnie (…), czasami słowa kondolencji mogą ranić swoją sztampowością, "wyświechtaniem", konwencjonalnością. Ranią, gdy przyjmujący je czuje, że nie stoi za nimi ludzkie serce. Wydają się sloganem, gotową formułką, pomagającą nam zachować spokój ducha i zadowolenie z siebie, że przecież chcieliśmy coś powiedzieć, zrobić, pomóc. Mamy pocieszać strapionych oraz godzić się na to, aby inni pocieszali nas w naszych strapieniach.
Jak wygląda chrześcijańskie pocieszenie?
Przede wszystkim nie opiera się ono na kunszcie słowa, ale na bliskości [podkreślenie własne]. Przywołajmy jako przykład sytuację Ogrójca oraz obecność Maryi na drodze krzyżowej Jezusa. Chrystus w Ogrójcu, tak bardzo ludzki w swoim lęku przed cierpieniem duchowym i fizycznym, pozwolił, aby Go pocieszał Anioł. Nie zapisano słów, które Anioł skierował do Jezusa w tej godzinie duchowej agonii. Drugi obraz - na drodze krzyżowej Chrystus przyjął pociechę, którą dała Mu obecność Matki. Ona była obecna - chociaż milczała. Nie tłumaczyła Jezusowi: "Nie martw się, będzie lepiej". Nie obiecywała łatwego rozwiązania sytuacji. Ale czyż Jej obecność nie była dla Jezusa źródłem pocieszenia i umocnienia? Czyż oczekiwał On od Matki czegoś więcej niż współczucia? Nie słowa są ważne, ale przekonanie osoby pocieszanej, że nie jest nam obojętne to, co przeżywa. Odczucie bliskości. Nie bójmy się zatem być razem ze strapionymi. Pozwólmy im wypowiedzieć swój lęk przed cierpieniem, gorycz, bunt... Trzeba nieraz, aby strapiony, przerażony niepewną sytuacją człowiek wykrzyczał to, co nosi w sobie. I wtedy przychodzi ulga. Odrodzenie. Pokonanie kolejnej przeszkody. Siła pociechy leży nie w słowach, ale w bliskości, nieobojętności. Być miłosiernym - pocieszać strapionych - to znaczy powiedzieć komuś: "Nie jesteś mi obojętny". To już bardzo dużo. Czasami wystarczy, aby odbudować nadzieję i umocnić chęć dźwigania krzyża aż do końca.
Wnioski:
1. Człowiek strapiony to, ktoś, kto przeżywa jakiś trudny czas, kiedy najczęściej nie pomagają żadne pouczenia ani dobre rady.
2. Pocieszenie wówczas przybiera formę nie tyle słowa co okazania współczucia i bliskości.
3. W bolesnych chwilach w życiu Jezusa widzimy bliskość Jego Matki, a także Anioła, w jakimś stopniu również niektórych Jego uczniów.
4. Uczynkiem miłosierdzia okazanym bliźniemu może być zatem okazanie bliskości, zrozumienia, współczucia, dawanie nowej nadziei.
5. Mamy się też godzić, aby inni pocieszali nas w naszych strapieniach, nie musimy na siłę być sami w strapieniu – dajemy też komuś okazję do dobrego uczynku.
Oprac.: Gabriela Seifert-Knopik
Korzystałam ze strony internetowyej: https://tysiacleciedolne.pl/uczynki-milosierdzia-wzgledem-duszy,i214.html