Jednym z dokumentów Soboru Watykańskiego II jest deklaracja o wolności religijnej (skrót DWR) Dignitatis humanae (łac. godność ludzka).
Ciekawa jest historia powstania tego dokumentu, a jeszcze ciekawsza jest jej treść. Niestety zbyt mało mówi się o niej, jak też o jednym z najważniejszych praw człowieka, jakim jest prawo do wolności religijnej. Na kanwie tego dokumentu, który czytamy obecnie na katechezach dla dorosłych, na prawo to należy spojrzeć z dwóch stron:
1. Mamy obowiązek respektować prawo wyboru każdego człowieka jeżeli chodzi o religię, wyznanie, światopogląd. Każdy ma prawo do życia zgodnie ze swoim sumieniem;
2. Mamy prawo do wyrażania na zewnątrz własnej religii, wyznania, światopoglądu i praktyk z nimi związanych.
W tym artykule zatrzymamy się na pierwszej „stronie medalu”, druga niech będzie przedmiotem osobnej refleksji. Podstawą prawa człowieka do wolności religijnej jest jego godność, powód najpierw czysto „naturalny”. Takie prawo gwarantuje nam chociażby konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Szukając argumentu z Objawienia, czyli nadprzyrodzonego, widzimy, iż każdy człowiek otrzymał od Pana Boga wolną wolę i może wybierać zgodnie ze swoim sumieniem. Nawet Adama i Ewy Pan Bóg nie powstrzymał przed ich wolnością wyboru. Historia i współczesność pokazują nam jak wielką wartością jest wolność. Ludzie o nią walczą, oddają nawet swoje życie. Wolność jest prawem i trzeba to uszanować.
Kościół w swoim nauczaniu nie używa terminu „nawracać kogoś”. Nawracać powinien się każdy dobrowolnie, pociągnięty pięknem Ewangelii, bliskością królestwa Bożego. Pan Jezus kazał nam się nawracać („Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” - Mk 1,15 - tak zresztą rozpoczyna swoją działalność publiczną) a nie nawracać innych. Nikt tak, jak On nie szanował drugiego człowieka, a powołując kogoś na swojego ucznia używał słów „jeśli chcesz” to „pójdź za Mną”.
W praktyce życia wydaje się to bardzo ważna wskazówka a zarazem sztuka wiary dla nas katolików. Wielu osobom wydaje się, że mają swoją rację, a inni jej nie mają. Takim przykładem, który wręcz budzi kontrowersje dziś w kościele jest np. nadal sprawa przystępowania do Komunii Świętej. Kościół dopuszcza różne formy przystępowania do Komunii Świętej, a niektórzy ludzie podrzucają karteczki lub wysyłają w formie elektronicznej treści, że Pana Jezusa trzeba przyjmować tylko „na kolanach i do ust” i z tylko z rąk osoby duchownej, ignorując zarządzenia hierarchii kościelnej w tej sprawie. Wręcz fanatycznie oczekują tego od innych, sieją zamęt i zaburzają prawdę o posłuszeństwie Kościołowi, który tak a nie inaczej rozeznał sprawę. Tak nie powinno się robić, ale warto uszanować to, co nie jest zakazane, co pozwala postąpić zgodnie ze swoim sumieniem, a nawet zobaczyć w tym rację Kościoła, dlaczego tak dopuszcza. Ale to często wymaga większego wysiłku intelektualnego i postawy pokory.
Wniosek o „pierwszej stronie medalu” wolności religijnej:
Miłość bliźniego domaga się głoszenia Ewangelii, przekazywania piękna i dobra w niej zawartego. Nie należy jednak na siłę jej narzucać, zwłaszcza w formie, „bo ja wiem lepiej”, gdzie jest prawda. Mogę do wiary zachęcać, ale nie zmuszać, a także uszanować różne formy jej wyrażania. Trudne to czasem zadanie, wiemy to jako rodzice, katecheci, nauczyciele. Tak czynił Jezus, nikogo nie zmuszał, tylko zapraszał do pójścia za Nim. My mamy Go w tym naśladować. I tu pojawia się „druga strona medalu” - mamy do tego prawo, a nawet obowiązek. Cdn.
Gabriela Seifert-Knopik