Nierzadko słyszymy, że trzeba być najpierw człowiekiem, a potem dopiero specjalistą, osobą pełniącą jakieś funkcje, nawet bardzo ważne.
Trzeba być najpierw człowiekiem, a dopiero potem policjantem, lekarzem, nauczycielem, sprzedawcą, księdzem, itd. Tego oczekujemy w relacjach z innymi. Co to jednak znaczy w konkrecie?
Wydaje się, że oczekujemy ludzkiego traktowania, zrozumienia, nierzadko cierpliwości i wyrozumiałości wobec naszych słabości, ograniczeń a nawet wad. Tak, oczekujemy normalności, chociażby odrobiny, od każdego, z kim wchodzimy w jakąś relację. Nawet przysłowiowa pani w „okienku”, chcemy, aby potraktowała nas „normalnie”. A o tę normalność to nierzadko musimy bardzo zabiegać…
Na szczęście Słowo stało się ciałem, Bóg stał się człowiekiem „dla nas i dla naszego zbawienia” (jak wyznajemy w Credo). Bóg sam tak cenił człowieczeństwo, iż postanowił sam stać się człowiekiem, aby niejako „poczuć”, co to znaczy być człowiekiem, ale też zarazem nauczyć nas jak być człowiekiem. To jest nasza droga do zjednoczenia z Bogiem: „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek stał się Bogiem” (dzieckiem Bożym) – powiedział św. Ireneusz.
Słowa zawarte w Ewangeliach są pełne obrazów pięknego Człowieczeństwa Jezusa z Nazaretu. Są jak „żywe iskry”, które mogą zapalać nasze dusze do czegoś dobrego, pięknego, prawdziwego. To określenie: „żywe iskry” święta Teresa Wielka odnosiła do życia ziemskiego Jezusa Chrystusa, które opisują przede wszystkim Ewangelie. Pokazują kim był Jezus jako człowiek od początku, od poczęcia (Zwiastowanie) po Jego śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie (uwielbione Człowieczeństwo). Od ostatniego spotkania biblijnego towarzyszy mi zachwyt nad Jezusem, który oprócz tego, iż jest w pełni prawdziwym Bogiem, jest też w pełni prawdziwym Człowiekiem (pisane prze duże „C”). Jezus litował się nad ludźmi, bo widział, że są jak owce bez pasterza, poucza ich, uzdrawia wszelkie choroby i słabości, rozmnaża dla nich chleb, aby nie odeszli głodni. Czyni więcej niż się spodziewają, np. zamienia wodę w wino, ucisza burzę na jeziorze, wskrzesza córkę Jaira, młodzieńca z Nain, przyjaciela Łazarza. Dlaczego to robi? Nie tylko po to, aby objawić ludziom, iż jest Bogiem. Często nawet zakazywał rozgłaszać, iż dokonał uzdrowienia. Jezus robi to DLA NAS, pokazuje jak odnosić się „po ludzku” do drugiego człowieka. I chociaż nie potrafimy czynić cudów tak ja On, to możemy przecież towarzyszyć drugiemu człowiekowi, wysłuchać go, pocieszać, dobrze pouczać, zaspakajać jego potrzeby, pomagać w niedoli itd. To jest piękne Człowieczeństwo, którego możemy uczyć się od naszego Mistrza. I którego chyba coraz bardziej potrzebujemy.
Gabriela Seifert-Knopik